Oficjalny blog strony onlygoodmusic.pl. Najświeższe wiadomości ze świata muzyki. Premiery albumów, recenzje, wywiady, terminy koncertów, teledyski. Konsumujemy muzykę...

Wywiady

poniedziałek, 08 października 2012

State Urge tworzy specyficzną muzykę - przez wielu skreśloną, ba zapomnianą. Na przekór trendom, według własnych gustów i inspiracji. Z ich muzyki bije pasja i szacunek do odbiorcy. Grupa wydała właśnie mini album zatytułowany "What comes next?". To dobra okazja by przybliżyć ten zespół szerszej grupie konsumentów muzyki. Na nasze pytania odpowiedział, klawiszowiec grupy Michał Tarkowski.

Czytaj

08:22, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2012

Dzisiejszy rozmówca ceni sobie minimalizm. Co ciekawe jego oszczędna forma wypowiedzi potrafi pobudzić wyobraźnię. Drażni muzyczne podniebienie swoją niejednoznacznością i nieprzewidywalnością. Zapraszam do lektury wywiadu z Kamilem Kowalczykiem.

Czytaj wywiad na onlygoodmusic.pl

13:05, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Moją krótką (acz treściwą w przekazane informacje) rozmowę z Maciejem Banasikiem sponsorowała cyfra cztery. Mimo oszczędnej formy możecie poznać kilka ciekawych faktów i jedną smutną informację.

Do odbioru dźwięków nie potrzeba kursu z filozofii

09:36, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »

Twórcy żołniersko-ludowych piosenek prosto z brzozowego lasu. Parają się muzyką specyficzną, z silnym naciskiem na anty-nowoczesne nastawienie. Ich muzyka jest dla "wszystkich rozgoryczonych nędzą współczesnego świata nonkomformistów do minionej, lepszej epoki... i podsycają tęsknotę za nią. To ckliwa podróż w przeszłość i zarazem bagnet wymierzony we współczesność, we wszystkich jej aspektach". Zapraszam do rozmowy z twórcami projektu Ludola. Dziś o rzeczach ważnych i tych bardziej ulotnych. 

Czytaj Ludola - wehikuł czasu

09:34, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
Łukasz Szałankiewicz to człowiek niezwykle zajęty. Wydaje albumy jako Zenial, kiedyś Palsecam, wraz z Maciejem Szymczukiem tworzy projekt AABZU, a wspólnie z prof. Markiem Chołoniewskim udziela się w projekcie Dizzy Kinetics. W swojej pracy skupia się zarówno na muzycznych poszukiwaniach, jak i audiowizualnych występach oraz interaktywnych instalacjach. Zapytaliśmy go o kilka spraw.
niedziela, 20 maja 2012

Album "There's a Devil Waiting Outside Your Door" porwał mnie swoim nostalgicznym i dusznym klimatem amerykańskiej metropolii sprzed lat. Jego Twórcą jest tajemnicza osoba kryjąca się pod pseudonimem K. Kim jest? Spróbujemy się dowiedzieć w niniejszym wywiadzie.

Czytaj na onlygoodmusic.pl

10:28, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2012

Kryjący się za Sect Łukasz Maj zaraził mnie swoją muzyczną wizją, którą roztoczył na albumie "Auctoritas". Postanowiłem zapytać Go o ten album, muzyczne marzenia i wizje. Zapraszam do lektury.

Wyzwanie i przyjemność stanowi dla mnie sam proces twórczy

08:14, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012

Horologium urzekł mnie atmosferą "Tellurian Anthems" i choć stojący za projektem Grzegorz Siedlecki zastrzega, że nie interesuje go wojna jest naprawdę dobry w wykorzystywaniu martialowej estetyki.  Przy okazji recenzji ostatniego albumu projektu wspominałem, że jestem głodny muzyki Horologium. Ten wywiad jest małą próbą zaspokojenia tego głodu.

Czytaj na onlygoodmusic.pl

08:05, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

na wspomnienie o Artefactum przychodzi mi na myśl eteryczny, delikatny klimat przesycony magią i nieziemskością. Ostatnia płyta projektu zatytułowana "Foxgloves & Bluebells" prócz pokładów delikatności kryje w sobie mroczne oblicze. O tą ciemną stronę Artefaktum, żeński pierwiastek w muzyce i kilka innych spraw zapytałem tworzącą projekt Merisse d'Erlette.

Czytaj wywiad na onlygoodmusic.pl

07:39, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012

Nie ukrywam, że najnowszy album Maćka Szymczuka przypadł mi do gustu. "Ways" ma unikalną atmosferę, która potrafi ukoić ale i skołatać serce.  Przemierzyłem tą drogę poprzez zakamarki własnego umysłu, poszukując odpowiedzi na pytania o sens ludzkiego życia, a właściwie mojego życia. Postanowiłem zapytać Maćka Szymczuka o efekty jego wędrówki, a przy okazji padły pytania  o muzykę i plany na przyszłość. Zapraszam do lektury.

Moja wędrówka jeszcze się nie skończyła

12:15, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 marca 2012

Album "Supremus" projektu Ab Intra właśnie do mnie dotarł i cierpliwie czeka na swój czas. Długo nie poleży na mojej nowej półce, gdyż idea tego albumu jest bardzo intrygująca i pod wieloma względami mi bliska. W ramach przygotowania do recenzji tego albumu postanowiłem zapytać o kilka spraw jego twórcę Radosława Kamińskiego.

Czytaj: Zetknięcie z dźwiękiem

09:13, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 marca 2012

Do rozmowy z twórcą Paranoia Inducta skłoniły mnie dwa albumy tego projektu ("Evil Angel" oraz "Pia Fraus"). Może za wcześnie by nazwać to zjawisko fascynacją, jednak jestem pod wielkim wrażeniem tych dwóch wydawnictw. Anthony Armageddon Destroyer to bardzo zajęty człowiek. Na szczęście udało nam się zapytać Go o kilka spraw. Zapraszam do lektury wywiadu z jednym z liderów polskiej sceny antymuzycznej.

Żyjemy w czasach obłędu

11:39, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lutego 2012

Na naszej stronie możecie przeczytać wywiad z gitarzystą grupy Grans Wojtkiem Sędrowiczem. Zapraszamy do lektury

Mamy coś, czego nikt nam już nie zabierze

13:29, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2012

Współcześni twórcy mają pełną świadomość, że odbiór wrażeń dźwiękowych jest pełniejszy, gdy towarzyszy im obraz. Niebagatelną rolę w tym kontekście pełni okładka albumu oraz dołączona książeczka. Graficzna oprawa wydawnictwa pozwala rozszerzyć wizję twórcy o nowe elementy, nakreślić koncept albumu, a nawet ukazać inspiracje. O powstawaniu okładek dark ambientowych projektów zapytaliśmy Amelię, której prace znalazły się na kilku wydawnictwach mrocznej antymuzyki.

Cały wywiad na onlygoodmusic.pl

08:22, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2011

Niedawno mieliśmy przyjemność recenzować debiutanckie wydawnictwo grupy Alhena (przeczytaj recenzję). Dziś przyszła pora na krótki wywiad z tym dobrze rokującym zespołem.

Z wywiadu dowiecie się o planach i marzeniach członków zespołu oraz masy ciekawych rzeczy o Alhenie.

Czytaj na onlygoodmusic.pl

22:30, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 września 2011

Za wyjątkowymi dźwiękami muzyki ambientowej kryją się fascynujący ludzie. Wrażliwi na otaczający świat, który analizują poprzez swoją muzykę. Potrafią poruszyć najmniej wrażliwych słuchaczy. Ich muzyka zabiera w najmroczniejsze zakamarki ludzkich myśli, skłania do refleksji i zadumy. Zawsze zastanawiam mnie kim są dark ambientowi twórcy, co ich fascynuje, inspiruje, o czym marzą. O te i wiele innych spraw zapytamy dziś Przemka, który od wielu lat tworzy projekt Accomplice Affair.

OGM: Witaj, Zawsze zadaję sobie pytanie czy muzyczna wrażliwość potrafi znaleźć w pełni ujście w rządzącej się swoimi prawami stylistyce ambientowej? Innymi słowy, dlaczego właśnie dark ambient?

Przemek: Witam Cię serdecznie! Dlaczego dark ambient? Szczerze mówiąc myśl by tworzyć klimaty w owej stylistyce wyszła spontanicznie. Nie kalkulowałem, nie analizowałem też, w jakim klimacie mogę odnieść tzw. sukces. Wszystko potoczyło się impulsywnie. Przed powołaniem do życia Accomplice Affair obracałem się w klimatach metalowych. Dlatego wiele osób pyta mnie właśnie, dlaczego dark ambient? Moim zdaniem tworzenie muzyki ambientowej niesie ze sobą o wiele więcej możliwości, ta muzyka jest bardziej poznawcza, bardziej rozwija horyzonty myślowe i twórcze.

OGM: Skąd wzięła się Twoja fascynacja dark ambientem? Byłeś od początku Twórcą, czy najpierw muzycznym konsumentem?

Przemek: Może zabrzmi to śmiesznie, ale kiedyś wiele, wiele lat wstecz klimaty ambient nie podchodziły mi kompletnie. Miałem kolegów, którzy maltretowali mnie takim dźwiękami, a ja wymiękałem. Nieraz puszczali mi takie klimaty specjalnie, żeby mnie zdenerwować (śmiech). Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że za ładnych parę lat będę tworzył projekt dark ambientowy puknąłbym go w czoło. Mało tego, gdybym w tamtych czasach usłyszał muzykę Accomplice Affair pewnie bym zwymiotował (śmiech). Wiele lat musiało upłynąć by muzyka ambient na dobre zadomowiła się w moim umyśle. Musiałem się z nią osłuchać, dojrzeć do niej, zrozumieć ją by potem móc ją stworzyć. Myślę, że nie tylko ambient, ale każda odmiana muzyki wymaga wcześniejszego zrozumienia. Gdy coś zrozumiesz i tym samym stanie się to częścią ciebie, dopiero wtedy możesz robić to dobrze.

OGM: Czy źródeł Twoich inspiracji należy doszukiwać wyłącznie w muzyce, która Cię ukształtowała? Co z otaczającym światem?

Przemek: Powiem Ci, że większy wpływ na tworzenie mojej muzyki ma świat zewnętrzny niż np. inni artyści. Poprzez swoje dźwięki wyrażam niezadowolenie tym, co nas otacza i tym samym moja muzyka staje się jakby manifestem do świata zewnętrznego. Wyrażam w muzyce ludzkie cierpienie, brak zrozumienia do drugiego człowieka, nietolerancję, staram się podejść do swojej muzyki w sposób emocjonalny i uzewnętrznić całe zło, które żyje pośród nas, a którego niestety nie dostrzegamy.

OGM: Za Accomplice Affair jak i wieloma innymi projektami kryją się pojedynczy multiinstrumentaliści. Jak myślisz, dlaczego tak jest?

Przemek: Nie wiem dlaczego tak jest. Myślę, że ma to związek z minimalistycznym wydźwiękiem tego gatunku. Weź pod uwagę fakt, że w ambiencie mało kto używa perkusji, gitary basowej itd. Dla wielu muzyków z ambientowych klimatów żywe instrumenty są obce. Wystarczy keyboard, zestaw efektów czy przesamplowane ścieżki puszczone z laptopa poparte głosem z mikrofonu. Wszystko to może obsłużyć jedna osoba. Jest to wygodne, bo można samemu nagrać materiał i zagrać koncert. Widziałem koncerty wielu muzyków, którzy grali koncerty samotnie przy użyciu tylko laptopa lub zestawu efektów, gdzie kręcąc gałkami wydobywali dźwięki z efektów. Ale W tym miejscu trzeba by się zastanowić, czym jest w ogóle gatunek dark ambient? Czy muzyka ta obraca się tylko wokół jakiś żelaznych ram czy schematów? Czy może jej urozmaicenie i ingerencja dodatkowych instrumentów zepchnęłaby ją na inny tor i nie byłby to wtedy dark ambient? Nawiązuję do takich rzeczy, bo zastanawiam się czy można zaszufladkować dark ambient. Bo Czy przy użyciu np. żywej gitary, wiolonczeli i skrzypiec nadal byłby to ten sam gatunek?

OGM: Nie myślałeś o stałej współpracy z innymi muzykami pod szyldem Accomplice Affair?

Przemek: Ja jestem cały czas otwarty na propozycje i chęć tworzenia muzyki z różnymi ludźmi. Kilku muzyków przewinęło się już przez mój projekt. Z niektórymi zagrałem już koncerty, a z niektórymi pracowałem nad materiałem. Jednak mam chyba pecha z każdym, z którym kim zaczynam tworzyć po czasie okazuje się nieodpowiednim człowiekiem do współpracy. Mam wizję przyszłości co do Accomplice Affair. Wiem jakiego instrumentarium będę potrzebował, jest tylko problem z doborem odpowiednich i zaangażowanych osób. Wiesz, nie sztuka jest wejść do studia i nagrać instrumenty przy użyciu sampli lub jakiś sztucznych maszynek. Sztuką jest nagrać wszystko na żywo i potem odtworzyć to na koncercie. Tego właśnie będę wymagał od Accompice Affair. Chcę by ten twór nagrywał w przyszłości tylko za pomocą żywych instrumentów.

OGM: Słuchając albumu "Cienie" trudno nie zwrócić uwagi na intrygujące dźwięki gitary. Jak wygląda Twój proces komponowania? Czy wspomniana gitara jest jego istotnym elementem?

Przemek: Uważam, że udało mi się stworzyć swój styl właśnie dzięki gitarze. Gitara była jest i będzie nieodzownym instrumentem w procesie tworzenia muzyki Accomplice Affair. Wcześniejsze płyty nagrywałem tylko i wyłącznie za pomocą gitar. Posłuchaj „Jeziora Wspomnień” i „Samotnego Horyzontu” na tych płytach proces nagrywania opierał się tylko na gitarach. Wiele godzin zajęło mi przetwarzanie dźwięków gitarowych, a efekt jest taki, że nie jesteś w stanie wychwycić, że są to dźwięki gitar. Taki był cel i myślę, że został on zrealizowany. Płyta „Cienie” natomiast jest urozmaicona, bo jak zapewne się dosłuchałeś występuje tam wiele przeszkadzajek i cytra fidoli autorstwa Marka Styczyńskiego. Nie nagrywałem na niej już gitar w ten sam sposób jak na poprzednich wydawnictwach, nie przerabiałem dźwięków do granic ich słyszalności. Starałem się by gitary były bardziej czytelne. Wszystkie dźwięki z gitar naturalnie były nagrywane na żywo.

OGM:  Powołałeś do życia wytwórnię My Hands Music, której sumptem wydajesz wyłącznie swoje albumy. Czy myślałeś o wydawaniu muzyki innych projektów?

Przemek: Nie. Nie mam na to czasu i sił. Całą energię pochłania mi promocja Accomplice Affair. Taki był też pierwotny zamysł by powołać wytwórnię, która będzie skupiać się tylko na promocji mojego projektu. Tak to już pewnie zostanie, chociaż jak sam dobrze wiesz… nigdy nie wiemy co nas czeka w przyszłości.

OGM: Porozmawiajmy o marzeniach. Chciałbyś żyć z muzyki? Czy dark ambient może być mainstreaomowy?

Przemek: To tak jakbyś zapytał się głodnego czy chce jeść ;) A tak na poważnie to ja osobiście uważam, że dark ambient nie jest w stanie przekroczyć pewnych granic, bo przez wiele środowisk nie będzie w stanie się przebić i tym samym nie będzie przyswajalny. Moim zdaniem ten gatunek zawsze zostanie gatunkiem niszowym, wielbionym tylko przez ludzi, którzy tak naprawdę wiedzą, o co w tej muzyce chodzi.

(c) onlygoodmusic

13:56, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2011

Wulgata to znana marka na polskiej scenie muzyki eksperymentalnej. W tym roku projekt obchodzi swoje dziesięciolecie. To dobra okazja na posumowanie i postawienie pytania co dalej? Odpowiedź na to pytanie oraz kilka innych postaram się uzyskać od współzałożyciela Wulgaty Abstainer'a.

OGM:
Witam serdecznie. Nazwa projektu nawiązuje do łacińskiego versio wulgata (popularny, rozpowszechniony). Chciałbyś by muzyka Twojego projektu trafiła w mainstreamowe gusta?

Abstainer: Witam! Wulgata powstała pod wpływem impulsu zainicjowanego przez genialny film Scorsesse "Ostatnie kuszenie Chrystusa" a dokładniej rzecz ujmując przez muzykę którą skomponował do filmu Peter Gabriel. Nagrywając pierwsze demo nie myśleliśmy o wstrzeleniu się w jakiekolwiek gusta – była to czysta radość z obcowania z dźwiękiem. Ten stan trwa na całe szczęście do teraz.

OGM: Gdy słucham muzyki zawsze zastanawiam się czym kompozytor kierował się w doborze poszczególnych dźwięków. Co Cię inspiruje?

Abstainer: Dobry film, zdjęcie, wers przeczytany w książce, zdanie wyjęte z kontekstu… praktycznie wszystko co może naprowadzić na jakiś dźwięk. Mój wieloletni kolega parę lat temu oznajmił, że wybiera się na wymarzoną wycieczkę do Chin. To było TO! Niesamowity strzał pozytywnej energii i pomysłów. Tak powstał "Eastern sons" – ostatni jak na razie "pełnometrażowy" i wydany materiał wulgaty okraszony zdjęciami z podróży mojego kolegi.   

OGM: Jakiej muzyki słuchasz na co dzień. Czy ma ona wpływ na utwory Wulgaty?

Abstainer: Skłamałbym mówiąc, że muzyka którą słucham nie ma wpływu na to co robię we Wulgacie. Jest dużo muzyki filmowej, jazz, klasyka, scena elektro. Wchłaniam dużo dźwięków eksperymentalnych, noise, ambient. Inspiracji wszak staram się szukać poza tym uniwersum. Od pewnego czasu /mówimy tu o latach/ film zdecydowanie zdominował muzykę i to X muza jest główną inspiracją w moich poszukiwaniach dźwięków których używam w projekcie.


OGM: Bezsprzecznie muzyka Wulgaty ma potencjał narracyjny. Czy podjąłbyś się napisania soundtracka do filmu?

Abstainer: Ktoś już kiedyś mnie o to zapytał. Pamiętam, że kategorycznie odrzuciłem ten pomysł;) W tej chwili nie jestem pewien… to ciężkie zadanie wymagające niesamowitego kunsztu kompozytorskiego. Podziwiam ludzi takich jak John Williams, Danny Elfmann i wielu kolegów po fachu którzy czarują nas  znakomitymi dźwiękami… myślę, że mógłbym spróbować ale było by to bardzo osobiste doświadczenie z którym –póki co- nie wychodziłbym do ludzi;).

OGM: Projekt Wulgata istnieje blisko 10 lat. Czy z tej okazji mógłbyś pokusić się podsumowanie dotychczasowej działalności? 

Abstainer: 4 pełne materiały wydane w Polsce i we Włoszech, współpraca z wieloma wspaniałymi ludźmi którzy pomogli w realizacji zamierzeń /tutaj pozdrowienia dla Infamisa z Beast of Prey oraz Roberta z którym założyłem Wulgatę/. Projekt miał też słabszy okres ale udało mi się odzyskać stracony czas który przełożył się na wiele nagromadzonych pomysłów. Te zaowocowały mini-materiałem nagranym dla włoskiego Tapemancy Records oraz udziałem w kilku projektach zainicjowanych przez zagraniczne net-labele /jak chociażby znany w kręgach "kopp-netlabel"/.

OGM: Jak Wulgata uczci swój jubileusz? Będzie jakieś urodzinowe wydawnictwo?

Abstainer: Tak. Zdecydowanie! Planuje jeszcze w tym roku wydać pod szyldem Mizantrophy dvd podsumowujące 10 lat obecności wśród żywych;).  Znajdą się na nim wizualizacje moich kolegów zainspirowane tym co nagrała Wulgata. Zobaczymy czy uda mi się satysfakcjonująco zrealizować mój plan! Wizualizacje są dostępne na you tube więc "niecierpliwi" mogą już teraz zobaczyć rezultaty!

OGM: Na koniec zapytam plany na przyszłość.

Abstainer: Kolejna w miarę kreatywna dekada? Myślę, że właśnie tego powinienem sobie życzyć! Pracuje też nad kolejnym materiałem licząc, że znajdzie się ktoś kogo zainteresuje wydanie go i promocja… ale to chyba życzenie każdego kto zajmuje się tym czym ja. Zawsze pozostaje szuflada! Dziękuję za rozmowę.
OGM: Dziękuję.

(c) onlygoodmusic

21:56, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 września 2011

lebowski

Ten wywiad chciałem przeprowadzić od pierwszego przesłuchania albumu "Cinematic". To piękny i subtelny album, który przypadł mi do gustu. Nurtowało mnie pytanie, kto kryje się pod szyldem Lebowski. Moim zdaniem to ludzie z pasją i ogromną wrażliwością, marzyciele i perfekcjoniści. Dziś mam okazje skonfrontować swoją opinię. Na kilka moich pytań odpowiedział Krzysztof Pakuła - perkusista zespołu.


OGM: Muzyka jest istotnym elementem filmu. Czy jest jakiś film będący wzorcem idealnego uzupełniania się obrazu i dźwięku?

Krzysztof Pakuła: Muzyka jest niewątpliwie integralną częścią obrazu filmowego, ale idealna jest wtedy gdy jest niemal niezauważalna, a raczej niesłyszalna. Ścieżka dźwiękowa ma pomóc w skupieniu się na filmie i treści w nim zawartej, ma ilustrować a nie narzucać się i wybijać na pierwszy plan. Idealnym przykładem jest według mnie "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Martina Scorsese z muzyką Petera Gabriela. Wspaniały film, ze świetnymi kreacjami aktorskimi Willema Dafoe i Harvey Keitela z genialną oprawą muzyczną. Gabriel stworzył tak świetne dzieło że broni się również samo, w postaci płyty "Passion". Mógłbym tu przytoczyć inne udane ilustracje filmowe Petera Gabriela jak "Ptasiek" Alana Parkera czy "Polowanie na króliki" Phillipa Noyce'a.

OGM: Muzyka nie tylko ilustruje wydarzenia, lecz często kształtuje filmową narrację. Taką sytuację spotykamy słuchając "Cinematic". Jaką historię opowiada Wasz album?

K.P.: Staraliśmy się stworzyć utwory klimatyczne i naładowane emocjami, w pewnym sensie uniwersalne aby każdy mógł sobie wymyślić do nich własną historię. Ostatnio przeczytałem w jednej z recenzji "Cinematica", że "Encore" to utwór o miłości i jak się nad tym zastanowiłem, to faktycznie tak jest. Nie narzucamy żadnej interpretacji, całą zabawę pozostawiamy słuchaczom, chociaż pewnymi podpowiedziami są tytuły.

OGM: Nazywacie "Cinematic" muzyką do nieistniejącego filmu. Czy jest szansa by na podstawie tego albumu powstał jakiś obraz? Czy mielibyście jakieś wskazówki dla potencjalnego reżysera?

K.P.: Gdyby znalazł się chętny, by stawić czoła takiemu przedsięwzięciu na pewno byśmy tylko mu przyklasnęli. Raczej nie narzucalibyśmy się ze swym widzimisię do każdej sceny. Myślę, że istotne byłoby dla nas wypowiedzieć się na temat całości. Pozostawiamy wszystkim wolną interpretację, choć w rezultacie nie musimy się z nią zgadzać. Każdy ma prawo do swego zdania, w końcu mamy ponoć demokrację.

OGM: Podobno jeden z fanów zespołu planuje nakręcić film inspirowany utworem "Iceland", czy możecie powiedzieć coś więcej na ten temat?

K.P.: Jeśli pytanie dotyczy tego o czym myślę, to naprawę niewiele mogę powiedzieć na ten temat. Widziałem zwiastun tego obrazu i zapowiadało się interesująco, ale było to kilka miesięcy temu i chyba nic nie wskazuje, by to się jakoś rozwinęło.

OGM: Do jakiego istniejącego filmu chcielibyście stworzyć muzykę? 

K.P.: Dobre i bardzo trudne pytanie, a co za tym idzie jeszcze trudniejszy wybór. Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy, ale myślę, że każdy film jest skończoną całością i nie nam decydować, jakby tu muzycznie coś udoskonalić. Obrazy, które cenimy mają doskonałe połączenie wizji z muzyką, a co do pośledniejszych, to byłaby to strata czasu.

OGM: Jakie są Wasze muzyczne plany i marzenia?

K.P.: Staramy się grać jak najwięcej koncertów, bo to mocno nas rozwija. Z jednej strony bezpośredni kontat z publicznością (niesamowita interakcja), a z drugiej stres i trema (zmaganie się z własnymi słabościami). Pomiędzy koncertami, o które naprawdę nie jest łatwo, dużo pracujemy na próbach. Wciąż powstają pomysły na nowe numery, a te które już mają skonkretyzowany kształt staramy się dopracować. Wiele z tych nowości prezentujemy publiczności i spotykają się z entuzjastycznym przyjęciem. Bardzo nas to cieszy bo się  różnią mocno od Cinematikowego klimatu, ale dają dużą nadzieję na pozytywne przyjęcie nowej płyty. Ale, ale nie wybiegajmy zbyt mocno w przyszłość! Dziękuję i pozdrawiam!

(c) onlygoodmusic

foto: lebowski.pl

13:20, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 sierpnia 2011
Muzyka grupy Tune oczarowała wielu słuchaczy, a ich album "Lucid Moments" uznawany jest za jeden z najlepszych debiutów tego roku. O zespole i nowej płycie rozmawialiśmy ze współzałożycielem zespołu Leszkiem Swobodą.



OnlyGoodMusic: Nawiązując do tematyki Waszej płyty: lubisz spać?  Czy sen może być skuteczną ucieczką od codziennych problemów?

Leszek Swoboda: Może. To bezpieczny azyl do którego się chowasz gdy nie ma już sił. Tam odpoczywasz przed kolejnym starciem z codziennością. Dlatego jak każdy, uwielbiam spać. 

OGM: Przyznam się szczerze, że Wasz debiutancki album gości w moim odtwarzaczu dobre kilka tygodni. Jaka jest recepta na udany debiut?

LS: Wydaję mi się, że nie ma jedynej słusznej recepty. To wypadkowa uzdolnień muzycznych wszystkich członków zespołu, lat osłuchania się z muzyką wielu gatunków, wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Nie chcieliśmy iść na łatwiznę. Nie chcieliśmy nagrać albumu niedopracowanego, a później sami siebie usprawiedliwiać, że to przecież debiut więc tak to bywa. Wydaję mi się, że jako muzycy, każdy z nas jest już mniej więcej ukształtowany, wiemy czego chcemy, dlatego nagranie płyty po łebkach nie wchodziło w grę. Utwory na tej płycie powstawały stopniowo. Często odkładaliśmy je na jakiś czas, aby później spojrzeć na nie na świeżo, z dystansu. Ewoluowały aż do formy zapisanej na płycie.  

OGM: "Lucid Moments" wyprodukowaliście i wydaliście własnym sumptem. Dlaczego? Nie uwierzę, że żadna wytwórnia nie była zainteresowana tym materiałem.

LS: Wytwórnie płytowe, przynajmniej te z którymi prowadziliśmy rozmowy, nie zapewniały nam żadnej promocji. Oferowały jedynie otworzenie kanałów dystrybucyjnych. Innymi słowy, płyta zupełnie nieznanego zespołu leżałaby w sklepach i nikt by jej nie kupił, bo w Polsce raczej ludzie w ciemno płyt nie kupują  gdyż są one za drogie. Przy okazji wytwórnia płytowa z całą pewnością policzyłaby sobie odpowiedni procent od debiutantów na rynku muzycznym. Dlatego pierwszy nakład płyty postanowiliśmy wydać i sprzedawać sami. Jeżeli uda nam się doprowadzić do momentu, w którym przyjdzie nam tłoczyć drugą partię płyt, wtedy na nowo przeanalizujemy sytuację.  

OGM: Czy trudno w naszym kraju wydać pierwszą płytę? Nie myśleliście by zaistnieć w programach typu X Factor czy Must Be The Music?

LS: Trudno. Szczególnie wtedy gdy jest to produkcja niezależna. Jest to przede wszystkim duże ryzyko finansowe, na które rzadko kto się decyduje. Ja często słyszałem od ludzi, że przecież mogłem kupić sobie nowy samochód i w końcu znaleźć stałą pracę. A ja osobiście nie wyobrażam siebie w pracy od 8-mej do 16-tej dlatego podjąłem to ryzyko. I dlatego żeby kiedyś nie zarzucić sobie, że nigdy nie spróbowałem. Myślę, że reszta zespołu myśli podobnie.
Jeżeli chodzi o programy typu X Factor czy Must Be The Music to sądzę, że szefowie tych programów raczej niechętnie patrzą na zespoły wykonujące w 100 procentach autorskie utwory.

OGM: "Lucid Moments" jest albumem koncepcyjnym. Co zainspirowało Was do napisania historii Michaela?

LS: Dzisiaj bardzo rzadko wydaje się albumy koncepcyjne. Jest tylko kilka zespołów które jeszcze to robią, na przykład jedna z moich wielkich inspiracji – Tool. Większość zespołów zadawala się zlepkiem piosenek o wszystkim i o niczym zarazem. Na tyle na ile możemy chcieliśmy to zmienić i przywołać ducha lat 70tych i 80tych gdy muzyka i słowa na całym albumie były spójne i wzajemnie oddziaływały.

OGM: Teksty na albumie są bardzo emocjonalne. Czy w opowiadanej historii znajdziemy jakieś wątki osobiste?

LS: Raczej osobiste obserwacje. Obserwacje świata, ludzkich zachowań, lęków i celów życiowych. Wszystkie je zebrałem i to z nich ulepiłem postać Michaela. Hmm więc w pewnym sensie tak, jest to dla mnie album dosyć osobisty.   

OGM: Intryguje mnie kompozycja "MIP". Co kryje się pod tym tytułem?

LS: To z wielką chęcią zostawilibyśmy słuchaczom do rozstrzygnięcia. (śmiech)

OGM: Nad Waszym albumem pracował Robert Hadley. Jak udało Wam się namówić do współpracy tak znakomitego specjalistę?

LS: Jest to zasługa Jarosława Szwarca, który nas z Robertem skontaktował. Wysłał do niego nasze nagrania demo, Robert je przesłuchał, spodobały mu się i postanowił rozpocząć z nami współpracę. Dla nas to wielki zaszczyt gdyż jest on zdobywcą nagrody Grammy oraz ma na swoim koncie współpracę z takimi sławami jak Pink Floyd, Diana Krall, Electric Light Orchestra czy Korn.

OGM: Przestrzenie muzyczne, po jakich się poruszacie skierowane są do wąskiego grona odbiorców. Nie marzycie o wielkim komercyjnym sukcesie?

LS: Przykład zespołu Riverside pokazuje, że nie zawsze trzeba grać cukierkowy pop aby odnieść także komercyjny sukces. Nie chodzi tu o puszczanie teledysków na vivie lecz o koncertowanie po całym świecie, granie na wielkich festiwalach, zapełnianiu sal koncertowych. Chciałbym i będę robić wszystko, aby ich sukces powtórzyć. Czy się uda – nie wiem, zobaczymy. Ale wiem jedno. Muzyka to całe moje życie i jego sens więc z całą pewnością nie odpuszczę.

OGM: Jesteście na etapie promocji "Lucid Moments". Kiedy zobaczymy Tune na żywo?

LS: Myślimy o tym by koncertować jak najwięcej. Okres wakacyjny powoli mija więc myślę, że już niedługo Tune zacznie jeździć po Polsce swoim śmiesznym żółtym Lublinem. (śmiech)

OGM: Dziękuję za rozmowę.
LS: Ja również dziękuję.

(c) onlygoodmusic.blox.pl
14:43, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 sierpnia 2011
Klika dni temu prezentowaliśmy Wam zespół z San Francisco. Liquid Skies zadebiutował niedawno albumem "Love Kills Love", z tej okazji zadaliśmy kilka pytań basiście Sebastianowi.

OnlyGoodMusic: Witaj. Na początek przedstaw naszym czytelnikom swój zespół.

Sebastian: Zespól Liquid Skies to Xavier, który jest autorem piosenek, wokalistą i gitarzystą. Na perkusji gra Adam i ja na gitarze basowej.

OGM: Skąd nazwa zespołu?

S: Wokalista Xavier wpadł na pomysł nazwy zespołu,a wiąże się ona z naszą muzyką, która jest płynna (liquid), ale i szeroko dostępna jak powietrze, bez limitu (skies).

OGM: Jak trafiłeś w szeregi Liquid Skies?

S: Skończyłem współpracę z innymi zespołami, więc postanowiłem dać ogłoszenie, że jestem basistą i poszukuje interesującego i unikalnego projektu. Xavier odpisał podsyłając swoje kompozycje i reszta to już historia. Moje nagrania z zespołami w których brałem odział i inne informacje są na stronie www.myspace.com/europeanbass.

OGM: Jako basista masz na pewno swojego mistrza. Który z wielkich muzyków miał na Ciebie największy wpływ?

S: Moim idolem numer jeden jest Peter Gabriel, którego muzyka zmieniła moje życie. Będąc małym chłopcem słuchałem jego muzyki i chodziłem z głową w obłokach. Wtedy już postanowiłem, że będę grał. W mojej rodzinie jest wielu muzyków. Mój Ojciec gra na wielu instrumentach, wiec miałem od kogo zarazić się pasją grania. Do dzisiaj mam gitarę basowa Fender Precision z 1974 roku, na której zacząłem moje pierwsze kroki basisty mając niespełna 14 lat. Mój wujek grał pierwsze skrzypce w Filharmonii Wałbrzyskiej. Dzięki niemu pokochałem klasykę. Ten rodzaj muzyki jest mi bardzo bliski sercu. Po przyjeździe do USA studiowałem Jazz na Uniwersytecie Roosevelta w Chicago (kontrabas i gitara basowa).

OGM: Zadebiutowaliście w maju albumem "Love Kills Love". Jakie oceny zbiera to wydawnictwo?

S: Do tej pory płyta zbiera bardzo pozytywne recenzje, kilka z nich ostatnio pojawiło się portalach muzycznych w Polsce (RockArea.eu, MegaTotal.pl). Nasz teledysk "This Is Your Life" polecany jest przez portal RockMyBand.pl. Ostatnio nasze nagrania trafiły na fale radia Uniwersytetu w Bydgoszczy. Wygląda na to, że nasza muzyka podoba się słuchaczom w Polsce.

OGM: Intryguje mnie tytuł albumu "Love Kills Love", mogę poprosić o jego interpretację? Czy cały album porusza ta tematykę?

S: Tytuł "Love Kills Love" związany jest z niekończącym się dylematem miłości, która potrafi być samozniszczalna. Jak ktoś słynny powiedział  'miłość zaczyna się od porównań z botaniki, a kończy na porównaniach z zoologii'. Cały album nie porusza tej tematyki, w końcu zawsze mamy nadzieje...

OGM: O czym marzy zespół Liquid Skies?

S: Jest wiele marzeń, które chcielibyśmy zrealizować, ale największym byłoby wystąpienie na trasie koncertowej w Polsce. Walczyliśmy, aby dostać się na Festiwal Woodstock w tym roku. Może uda się w 2012?

OGM: I tego Wam życzymy, dziękuję za rozmowę.

(c) onlygoodmusic.blox.pl
13:27, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011
Sight To Behold  tworzy grupa młodych i zdolnych muzyków. Istnieją od 2008 roku i mają już w dorobku pierwszy album. Przy okazji recenzji albumu "Diversion" wokalista Dominik odpowiedział nam na kilka pytań.

OGM: W swoim pierwszym pytaniu chciałbym zapytać o wokale na "Diverisons". Czy wszystkie są twojego autorstwa?

Dominik: Na płycie są dwa featuringi. W kawałku "Gardens Of The Night" gościnnie wystąpił nasz dobry ziomek Tacki ze Stone Heart, a pod koniec "Remember The Daze" możecie usłyszeć Alex’a Pennie z Goodtime Boys. Obydwie kapele powinniście koniecznie sprawdzić! Cała reszta wokali jest moja.

OGM: Dysponujesz sporym wachlarzem możliwości. Największe wrażenie wywarł na mnie czysty wokal. Dużo ćwiczysz? Jak dbasz o głos?

Dominik: Wielkie dzięki! Jestem samoukiem i wszystko jakoś przyszło z czasem. Na początku zdzierałem gardło i potem nie potrafiłem mówić przez tydzień. Dużo dały mi ćwiczenia Melissy Cross i jej filmy "Zen Of Screaming", dzięki którym nauczyłem się kilku fajnych technik. Teraz jest już lepiej, nie męczę się tak na koncertach i mogę sobie pozwolić na więcej kombinowania z wokalem. Z czystymi partiami na płycie było różnie. Niektóre wchodziły od strzału, natomiast nad innymi musiałem więcej popracować. Z pewnością powinienem więcej ćwiczyć, zapisać się na jakieś porządne lekcje śpiewu i w końcu zacząć dbać o głos, w tym problem, że jestem strasznie leniwy. No, ale co tam, rock ‘n roll to rock ‘n roll!

OGM: Jak zostałeś wokalistą Sight To Behold? Z tzw. potrzeby, czy raczej był to świadomy wybór miejsca w zespole?

Dominik: Ja od małego biegałem po pokoju z mazakiem, który miał przypominać mikrofon i śpiewałem piosenki Queen czy Michaela Jacksona. Od zawsze myślałem, że bycie wokalistą to byłby czad. Kumple szukali bezskutecznie wokalisty do swojego projektu, który nosił nazwę Emily Rose. Postanowiłem skorzystać z okazji i przyszedłem parę razy na próbę. Z całą ekipą znałem się dobrze, więc nie było problemów z dogadaniem się, co do większości spraw. Od razu spodobał mi się ich materiał, a w głowie miałem już mnóstwo pomysłów na wypełnienie całości wokalami. Zaproponowałem zmianę nazwy na Sight To Behold, a oni to przyjęli.

OGM: Wokaliści pełnią najczęściej role frontmanów zespołu. Czujesz się liderem Sight To Behold?

Dominik: W STB jest tak, że wszystko staramy się ogarniać razem, choć to fakt, na wokalistę najczęściej wszyscy patrzą i to właśnie ja rozmawiam ze sceny z publiką podczas występu.  Jedno jest pewne, sprawy organizacyjne i rozliczanie się z kasy, wolę zostawić Tomkowi (śmiech).

OGM: Żyjemy w świecie muzycznych etykietek. Niby nikomu nie są potrzebne, jednak wszyscy ich używają. Jakie są najbardziej charakterystyczne cechy Waszej muzyki?

Dominik: Ogólnie lubimy kombinować i mieszać różne style. Każdy z nas inspiruje się czymś innym i to widać w każdym kawałku. Dlatego też ciężko jest nas wpasować w jakieś ramy, a nawet określić rodzaj muzyczny. Na pewno jest energicznie, z pasją, z sercem i do przodu.

OGM: Czym jest dla Ciebie możliwość tworzenia muzyki? Czy to tylko pasja, perspektywa na przyszłość?

Dominik: Uwielbiam koncertować, tworzyć nową muzykę.  Motywuje mnie to do działania, gdy ktoś mówi, że bardzo mu się podoba nasza muzyka, nie mówiąc już o ludziach, którzy znają nasze niektóre teksty i śpiewają je podczas koncertów - to dopiero szok! Oczywiście fajnie byłoby robić to na pełny etat, koncertować po świecie, wydawać nowe płyty. Trudno powiedzieć jak to się wszystko dalej potoczy, ja nawet nie wiem co będę robić jutro (śmiech). Przy muzyce zostanę na pewno!

OGM: Jakie opinie zbiera Wasz debiut „Diverisons”? Czy Ty jako wokalista jesteś zadowolony z ostatecznego kształtu tej płyty? Czy teraz z perspektywy kilku miesięcy dokonałbyś jakichś zmian w liniach wokalnych?

Dominik: Wiadomo, że teraz niektóre rzeczy chciałbym pozmieniać, inaczej coś zaśpiewać, zmienić coś w tekscie lub całkowicie pozbyć się jakiegoś motywu. Bądź, co bądź, jestem zadowolony z końcowego efektu i myślę, że jak na tamten okres, to było faktycznie 100% jakie mogłem z siebie dać. "Diversions" zbiera dobre komentarze. Ludziom najbardziej podobają się te wszystkie różnorodności i kontrasty jakie zawarte są w kawałkach. Naszej płyty słuchają osoby w przeróżnym wieku, z różnymi upodobaniami muzycznymi i gustami - to jest najfajniejsze.

OGM: Jakie są najbliższe plany Sight To Behold?

Dominik: Na pewno chcemy dalej robić muzykę i jak najwięcej koncertować. Próbujemy właśnie znaleźć wydawnictwo, które pomoże nam w promocji naszej płyty. Powoli tworzymy nowy materiał, a na dniach, na naszym Facebook’u powinien ukazać się video update, w którym dokładniej opowiemy co u nas słychać.

Dziękujemy za wywiad.

(c) onlygoodmusic
23:59, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 marca 2011
Hoarfrost dzięki swojej muzyce pozwala nam na wędrówki w świecie pełnym niepokoju i silnych emocji. O projekcie, swojej muzyce oraz najnowszym wydawnictwie opowie nam Rafał.

hoarfrost

OnlyGoodMusic: Hoarfrost to w dosłownym znaczeniu szron. Skąd pomysł na taką nazwę?

Rafał: Nazwa oddaje to, czego można spodziewać się po muzyce Hoarfrost. To obraz zastygłej  żywej tkanki, lodowatego, odrealnionego krajobrazu. Spowity szronem pejzaż zamiera, ale pod zimną powłoką wciąż tętni życie. Taka ma być moja muzyka – niepokojąca, ale jednocześnie pełna emocji.

OGM: Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Rafał: Muzyka towarzyszyła mi od wczesnych lat życia. Słuchałem wielu różnych gatunków. Szczególnie tego, co działo się w muzyce w końcu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Interesowałem się wszystkim od New wave, przez wszelkie ekstremalne gatunki, aż po  utwory bardów, jak Kaczmarski czy Wysocki. Wreszcie postanowiłem sam spróbować coś zdziałać na tym polu. Początkowo grałem na gitarze w różnych zespołach od punkowych po metalowe. Potem była poezja śpiewana, aż wreszcie przyszedł czas na formę, jaką obecnie się zajmuję.

OGM: Tworzysz specyficzny rodzaj muzyki, niespotykany w rozgłośniach radiowych. Do kogo adresujesz swój przekaz?

Rafał: Najprościej można powiedzieć – do wszystkich tych, którzy chcą go słuchać. Tu nie ma mowy o specjalnych grupach odbiorców. Można jednak przyjąć, że są to osoby, które szukają innych emocji, innej estetyki, niż ta kierowana do masowego odbiorcy. Słusznie zauważyłeś, że o tego typu muzykę ciężko w mediach – ale podobna sytuacja dotyczy wielu innych gatunków muzycznych. Kultura masowa nie dopuszcza czegoś innego niż wszechobecna papka. Wszystkie inne dźwięki są w mediach ignorowane. Nic więc dziwnego, że między innymi ambient jest zepchnięty na margines. Polska nie jest tu wyjątkiem, ale są przecież kraje, gdzie takie dźwięki przedzierają się na antenach komercyjnych stacji radiowych. Również utwory Hoarfrost pojawiły się we francuskim  radiu.

OGM: Czym jest dla Ciebie możliwość tworzenia muzyki?

Rafał: Granie sprawia mi, po prostu, przyjemność. To hobby, które mnie napędza. Tworzenie muzyki jest dla mnie pewnym rodzajem uzależnienia. Dziś trudno byłoby mi z tego zrezygnować, choć miewałem okresy nicnierobienia w sensie muzycznym. Muzyka to też świetna metoda na odreagowanie, na uzewnętrznienie emocji. Zawsze wracam do muzyki i będę grał, dopóki będę z tego czerpał satysfakcję.

OGM: Hoarfrost grywa koncerty. Jak wyglądają przygotowania do występu? Czy przekaz na żywo muzyki przysparza wielu trudności?

Rafał: Podczas koncertów z reguły nie grywam utworów w takich wersjach, w jakich są na płytach. To raczej forma luźnych improwizacji na ich podstawie. Wszystko, oczywiście, w oparciu o formy, jakimi posługuję się w swojej muzyce. Najważniejszy podczas koncertów Hoarfrost jest obraz i wszystko podporządkowane jest wizualizacjom. To one są wyznacznikiem dla dźwięku. Koncerty to wizualny przekaz tego, co słuchacz znajdzie na płycie. To uzupełnienie materiału z płyty. Koncert pozbawiony wizualizacji, w przypadku Hoarfrost, nie miałby po prostu sensu.

OGM:
Jakie są reakcje publiczności?

Rafał: Ludzie, którzy przychodzą na koncerty dark ambientowe, są z reguły świadomi, czego mogą się spodziewać. Spotykałem się z reakcjami jak najbardziej pozytywnymi. Ludzie po koncercie przychodzili porozmawiać, kupić płyty, podzielić się uwagami. Pojawiają się również osoby przypadkowe, zaskoczone taką formą, które koncert kojarzą w sposób dość tradycyjny. Zdarzały się przypadki, że na moich koncertach pojawiali się ludzie, będący po raz pierwszy w tego typu imprezie, ale ich wrażenia również były pozytywne.



OGM: "LAST MESSAGE... (UNKNOWN)" zarejestrowałeś podczas koncertu na żywo. Skąd pomysł na taki zabieg?

Rafał: Dwukrotnie miałem okazję zagrać na koncertach organizowanych przez Chain Reaction Promotions w irlandzkim Oaks Studio w Enniskillen, należącym do Johna Moffata. Koncerty były nagrywane przez organizatorów, ale nie było to związane z planami wydawniczymi. Pomysł opublikowania tego materiału pojawił się jakiś czas później, podczas luźnej rozmowy ze Śmigłem i Morcinem z Chain Reaction Promotions, którzy uruchamiali wtedy własne wydawnictwo Exploratory Drillig Production. Dostałem propozycję wydania materiału i z niej skorzystałem. W ten sposób oba koncerty ukazały się nakładem tej wytwórni. Wersja audio pochodzi z koncertu z 2009 roku natomiast DVD z 2010.

OGM: Czy jesteś zadowolony z końcowego efektu?

Rafał: Tak, jestem zadowolony z tej płyty. Czynnikiem decydującym było tu ostateczne brzmienie. John zrobił świetną robotę w studiu i płyta brzmi naprawdę dobrze. Oba koncerty w Oaks Studio uważam zresztą za bardzo udane i patrząc z perspektywy czasu, materiał warty był wydania. Samo studio to świetne miejsce na tego typu imprezy, z niesamowitym klimatem – nie jest to tylko moje zdanie. Podobnie wypowiadali się inni muzycy, którzy mieli okazję tam zagrać. Dla mnie ta płyta jest ważna również z innych powodów. To pierwsze wydawnictwo Hoarfrost, do którego sam zaprojektowałem okładkę, do tego pierwsze wydane w sposób niekonwencjonalny. Na okładce po raz kolejny pojawiły się fotografie znakomitej artystki Amelii, z którą współpracuję już od jakiegoś czasu, a którą uważam za dobrego ducha Hoarfrost. Jej prace doskonale oddają to, co staram się przekazać swoją muzyką.

OGM: Pozostańmy przy najmowym wydawnictwie. „Przemysł to piąty żywioł” - skąd pomysł na taką koncepcję albumu?

Rafał: Koncepcja wynika bezpośrednio z tematyki, którą porusza Hoarfrost, a która jest również przedmiotem mojego zainteresowania. Żyjemy w świecie, gdzie wciąż mają miejsce mniejsze lub większe „apokalipsy”. Człowiek tworzy – człowiek niszczy – to nasza natura. Dziś przy rozwoju technologicznym coraz potężniejsze siły napędzają nasz industrialny świat. Siły, nad którymi coraz trudniej jest nam zapanować – podobnie, jak nad żywiołami. Jak zapewne zauważyłeś, na okładce płyty są wypisane miejsca katastrof przemysłowych z ostatnich lat – nie musieliśmy czekać zbyt długo na kolejną. Dziś świat patrzy na to, co dzieje się w Japonii. A co przyniesie jutro? Oczywiście w ostatnim przypadku przyczyną nie była sama technologia lub błąd człowieka, tym razem to siły natury obróciły nasze technologie przeciwko nam. Żyjąc w industrialnym świecie – ten temat jest jak najbardziej aktualny i zawsze pozostanie na czasie.

OGM:
Aktywnie współpracujesz z innymi projektami. Jak wyglądają prace nad takim albumem? Czy końcowy efekt to artystyczny kompromis muzycznych osobowości?

Rafał: Współpraca zawsze polega na jakiejś formie kompromisu. W przypadku Hoarfrost współpraca zawsze była też bardzo twórcza. Świetnie dogadywałem się z muzykami, z którymi współpracowałem. Wspólne tworzenie to wartościowe doświadczenie. Każdy ma swoje podejście, wnosi coś od siebie i razem z tych wizji powstaje płyta. Tak powstał choćby album „Decline” – nagrany z projektem Inner Vision Laboratory. Cały proces odbywał się wyłącznie poprzez internet, począwszy od ustalenia teoretycznego zarysu albumu, aż po sam proces tworzenia.

OGM:
Z kim chciałbyś nagrać wspólny album?

Rafał: Jest wiele znakomitych projektów, zespołów, z którymi współpraca byłaby czymś wyjątkowym. Nie chcę tu wymieniać ich nazw, bo byłoby ich zbyt wiele i to z różnych gatunków muzycznych. Jestem zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć do tej pory. Miałem szczęście współpracować ze znakomitymi muzykami. Każdy z tych projektów jest na swój sposób wyjątkowy i każdą współpracę, czy to z Inner Vision Laboratory, czy Multipoint Injector, wspominam bardzo miło. Nie jest wykluczone, że w przyszłości również powstanie jakieś wydawnictwo, będące efektem współpracy z innymi twórcami.

OGM: Jakie są plany Hoarfrost na ten rok?

Rafał:
W tej chwili pracuję nad kolejnym pełnowymiarowym materiałem, który (mam nadzieję) ukaże się jeszcze w tym roku w moim macierzystym labelu Zoharum. To w tej chwili jest dla mnie sprawą priorytetową. W najbliższym czasie powinny pojawić się też wydawnictwa z remiksami, w których brałem udział. W kolejce na wydanie czeka również split z Multipoint Injector, który zrobiliśmy niedawno temu. Trochę tych planów jest – a zapewne kolejne będą pojawiać się z czasem.

źródło: onlygoodmusic

13:32, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2011
Warszawska grupa Venflon ma za sobą pełnometrażowy debiut. O wrażenia, plany na przyszłość i sprawy związane z istnieniem zespołu zapytaliśmy wokalistę Macieja Ornocha oraz gitarzystę Macieja Michniewicza.

OnlyGoodMusic:
"Kaniula dożylna obwodowa" potocznie zwana wenflonem, skąd pomysł na medyczna nazwę zespołu?

Maciej Ornoch: Na samym początku istnienia zespołu nie mieliśmy jeszcze nazwy zdarzyło się więc że kilka koncertów graliśmy po różnymi dziwnymi nazwami tymczasowymi. Po którymś z występów udało mi się podsłuchać rozmowę dwóch koleżków z publiczności. Jeden zajarany nieziemsko naszą muzyką opowiadał drugiemu, że muza ze sceny dosłownie go odurzyła, czuł się jakby podłączono mu kroplówkę z dragami. Pomyślałem sobie „cholera skoro ludzie opowiadają takie rzeczy… że nasza muzyka wali prosto w żyłę jak dragi podane za pośrednictwem venflonu…może tak właśnie powinniśmy nazwać zespół".

OGM: Minęło już kilka miesięcy od premiery waszego debiutu. Jak z perspektywy czasu oceniacie to wydawnictwo?

M. Ornoch: Generalnie jesteśmy z tego albumu bardzo zadowoleni. Udało nam się utrzymać spójność stylistyczną, pomimo że połowa utworów, które się na nim znalazły powstawała na przestrzeni 3 lat. Pozostałe pięć powstało bezpośrednio przed nagraniem albumu. Myślę że udało się ukręcić bardzo przyzwoite brzmienie – z jednej strony ostre i ciężkie, z drugiej nawiązujące do klasyki lat 90. Album jest bardzo dobrze odbierany przez fanów (zarówno tych starych, jak i nowych),  zyskuje pozytywne recenzje a materiał z niego pochodzący jest rewelacyjnie przyjmowany podczas występów na żywo.

OGM: Z jakich źródeł czerpaliście inspiracje do tekstów, które znalazły się na płycie?

M. Ornoch: Myślę, że tutaj nie będę oryginalny. Teksty to wypadkowa moich osobistych przeżyć, przemyśleń dotyczących sytuacji z jakimi musimy radzić sobie żyjąc w takim a nie innym świecie czy społeczeństwie oraz stanu emocjonalnego w jakim się znajdowałem w danej chwili pisząc dany tekst.

OGM: Skąd decyzja o udostępnieniu albumu w Internecie za darmo? Czy to efekt nieudanych negocjacji z wytwórniami?

Maciej Michniewicz: To raczej wynik bilansu zysków i strat. Kontrakty, które proponowali nam wydawcy, oznaczały dla nas duże ograniczenia. Niewielkie nakłady, zakaz udostępniania muzyki, dodatkowe ograniczenia prawne. Z finansowego punktu widzenia też było to raczej mało korzystne. W skrócie, wyglądało to tak: " jeżeli zapłacicie za wszystko sami  to damy Wam niewielką część zysków". Tak niestety wygląda showbiznes po polsku. Jak popatrzyliśmy na to obiektywnie to doszliśmy do wniosku, że wolimy dać naszą muzę zupełnie za darmo i zrezygnować z tej niewielkiej części zysków. W ten sposób fani mogą słuchać naszej muzyki bez żadnych ograniczeń i nie ma barier między nimi a nami.

OGM: Wiele osób wyraża pogląd, że polski język jest "niemuzyczny", ma wiele ograniczeń i nie pasuje do mocnego grania. Tymczasem Wy nagrywać w ojczystym języku, dlaczego?

M. Ornoch: Pewnie dlatego, że nie podzielamy tego poglądu. Kilka przykładów z brzegu: KNŻ, Illusion, Coma, Frontside – ktoś jeszcze twierdzi, że język polski się nie sprawdza w mocnym graniu?? Żyjemy i mieszkamy w Polsce i do Polaków kierujemy naszą muzykę. Myślę że właśnie w ten sposób najłatwiej do nich dotrzeć. Patrząc natomiast z punktu typowo marketingowego - prawda jest taka, że polskie teksty to atut, który pozwala Ci  wyróżniać się i być konkurencyjnym w stosunku do większości bandów, których w Polsce są setki tysięcy.

OGM:  Czytałem, że braliście udział w prestiżowym projekcie "Rhythm Of Football"? Czy są już jakieś wymierne efekty tego wyróżnienia?

M.Michniewicz: To był projekt, w którym współuczestniczyło Polskie Radio i to oni wybrali nas jako "muzyczną reprezentację kraju". To było dla nas bardzo duże wyróżnienie, zwłaszcza, że w 2008 roku nie mieliśmy jeszcze nawet nagranej pierwszej płyty.
Jakie są wymierne efekty? Nasz kawałek ("Powietrze") leciało w rozgłośniach 16 krajów europejskich i do dziś odzywają się do nas ludzie z Dani czy Niemiec, żeby zapytać o naszą muzykę czy koncerty. Ciężko powiedzieć, czy to bezpośrednia zasługa Rhythm of Football, w jakimś stopniu na pewno tak.

OGM: Jakie są Wasze plany na ten rok?

M. Ornoch: Wiosna i lato miną nam na wielu koncertach promujących nasz debiut i to będzie pewni główny obszar naszej działalności w tym czasie. Sprawdzajcie więc czy przypadkiem nie pojawimy się u Was w mieście. Oprócz tego pojawiło się już naprawdę sporo świetnych pomysłów na kolejny album, które sukcesywnie są przez nas opracowywane i ogrywane na próbach – tak więc jesienią zapewne zajmiemy się szlifowaniem nowego materiału tak, aby za rok wejść do studia i go zarejestrować.

źródło: onlygoodmusic
23:33, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 marca 2011

Linkage

Linkage to młodzieńcza pasja, energia i 200% zaangażowania. Zespół nawiązał współpracę z Modern Rock Rewolution, której efektem jest debiutancki mini album zatytułowany "Another War". O zespole i wrażeniach towarzyszących wydaniu pierwszej profesjonalnej płyty opowie nam gitarzysta i wokalista Daniel Gądek.

OnlyGoodMusic: Jak doszło do Waszej współpracy z Modern Rock Revolution? Jakich zabiegów użyliście by przekonać do siebie wytwórnię?

Daniel Gądek: Wszystko zaczęło się od prac w studiu. Nagraliśmy demo i postanowiliśmy porozsyłać je do różnych wytwórni z nadzieją, że ktoś się nim zainteresuje. Przedstawiciel Modern Rock Revolution odezwał się do nas i udało nam się nawiązać współpracę.

OGM: "Another War" to pierwsze Wasze profesjonalne wydawnictwo. Według jakiego klucza wybraliście utwory na ten mini album?

GD: Chodziło o utwory, które mogą najbardziej się spodobać. Musiała być w nich energia, chwytliwość i pomysł. Wspólnie z wydawcą wybraliśmy właśnie te 3 utwory. Mamy nadzieję, że przypadną słuchaczom do gustu.

OGM: Czy jesteście zadowoleni z ostatecznych efektów swojej pracy? Z jakim odzewem spotyka się EP-ka?

GD: Tak, jesteśmy zadowoleni. Minęło niewiele czasu od premiery naszej EP-ki, dlatego jak dotychczas odzew jest umiarkowany, lecz póki co reakcje są pozytywne. Jednak najbardziej zależy nam na koncertach. Chcemy grać jak najwięcej, przed coraz większą publiką.

OGM: Linkage to Wasza trzecia nazwa? Cóż ona oznacza i dlaczego porzuciliście nazwę "Bleengreen"?

GD: Tak, zgadza się, Linkage to nasza trzecia nazwa…Zależało nam by nazwa zespołu była wyjątkowa, dlatego z namysłem podeszliśmy do jej wyboru. Linkage, oznacza po angielsku „połączenie” lub „połączenie grupy ludzi”. Myśleliśmy, że oznacza również sprzężenie gitarowe, lecz okazało się że to całkiem inne słowo.

Nazwa Bleengreen była nam bardzo bliska. Niestety nie pasowała za bardzo do naszej muzyki. W ostatniej chwili, przed podpisaniem kontraktu postanowiliśmy ją zmienić. Mamy nadzieję, że nowa nazwa szybko się przyjmie.

OGM: Lubicie koncertować? Z kim chcielibyście zagrać koncert?

GD: Koncerty są dla nas najważniejsze. Bez tego granie w zespole nie miałoby w sobie tyle magii. Uwielbiamy występować przed różną publicznością. Ciężko powiedzieć, z kim chcielibyśmy zagrać - najchętniej z każdym! W sferze realnych możliwości chętnie zagramy z Happysad, Zabili Mi Żółwia (co już się nam udało), Hurt, The Bill może nawet Acid Drinkers - mógłbym wymienić jeszcze kilka zespołów. Natomiast, jeśli możemy pomarzyć: ja chętnie wystąpiłbym przed Muse, Metalliką, Linkin Park albo przed KoRn’em. Julek śni o grze przed Melvinsami, Orange Goblin, Mudhoney, czy też Pixies. Kovalski zaś opłakuje rozwiązanie The White Stripes...

OGM: Wyjawicie tajemnicę napisu "Ty żeś na mnie spojrzałeś", który zdobi Wasz najnowszy krążek?

GD: Ha, To ciekawy i w sumie trochę spontaniczny pomysł. Na krążku cytujemy naszego dobrego kumpla, z którym kręciliśmy teledysk. Miał po prostu zajawke na ten tekst i w kółko go maniaczył.  Całość brzmi: ‘Panie, Ty żeś na mnie spojrzałeś”.

OGM: Dwie płytki demo, ep-ka co dalej?

GD: Marzymy o wydaniu długogrającej płyty… Materiał na longplay już mniej więcej mamy. Czas pokaże, najpierw słuchacze muszą bardziej nas poznać i kojarzyć. Chcielibyśmy kiedyś móc zobaczyć się na półce w sklepie i pojechać w wymarzoną trasę koncertową promującą płytę.

OGM: Linkage to Wasza pasja, spełnienie marzeń? Czy wiążecie swoją przyszłość z muzyką?

GD: To pytanie pada często. My sami nie raz sobie je zadajemy. Tak, jest to niewątpliwie jedno z naszych największych marzeń, jak i również wielka przygoda. To również nasza pasja. Chcielibyśmy kiedyś związać naszą przyszłość z muzyką. Jak na razie stawiamy na naukę. Będziemy dalej wkładać wiele pracy, serca i czasu w zespół z nadzieją, że coś z tego kiedyś będzie. Jest to dla nas bardzo ważne, zespół praktycznie stał się częścią nas, dlatego też nie mamy zamiaru się poddać.

źródło: onlygoodmusic

23:15, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lutego 2011
W ostatnim czasie grupa Soundfear wzbogaciła swoją dyskografię o Ep-kę zatytułowaną "Head Sacrifice". Z tej okazji postanowiliśmy  zadać zespołowi kilka pytań. Odpowiedzi udzielił Obier - jeden z dwóch wokalistów Soundfear.

OnlyGoodMusic: Na początek, dla formalności zapytam o nazwę Waszego zespołu. Jak powstała i co oznacza?

Obier: Nazwa wzięła się z znikąd, by później utożsamić się z Naszym stylem grania. Chcemy tworzyć muzykę, która wzbudza u ludzi poczucie zagrożenia życia;].

OGM: Jak określilibyście Waszą muzykę? Co wyróżnia Was spośród innych zespołów?

O: Siedzimy w deathcore'ze z domieszkami, jest to swego rodzaju 'ciężki jazz' i podobnie jak w nim muzyka ma swoją 'duszę'. Wyróżnia Nas to, że potrafiliśmy znaleźć coś nowego, nie szukaliśmy nowego stylu, on znalazł Nas.

OGM: Skąd zainteresowanie takim rodzajem muzyki? Dlaczego akurat gracie mocno i agresywnie, a nie dajmy na to delikatnie i melancholijnie?

O: Po prostu grając taką muzykę przekazujemy Nasze emocje wewnętrzne. Normalnie jesteśmy sobie zwykłymi uśmiechniętymi 'chłopaszkami', którzy lubią się powygłupiać. To co Nas trapi przelewamy w muzykę, jest to świetny sposób na pozbycie się nękających uczuć.

OGM: Jakie są Wasze inspiracje?

O: Każdy z Nas słucha różnych gatunków metalu, a czasem nie metalu i jak piszemy staramy się znaleźć to co nam wszystkim będzie odpowiadać.

OGM: Wasz zespół istnieje ponad sześć lat, zróbmy mały bilans tego okresu: co zapisalibyście po stronie sukcesów, a co po stronie porażek?

O: Pierwsze cztery lata były dla Bochena, Jerzola i Johnnego przede wszystkim nauką gry na instrumentach. Od dwóch lat przyszliśmy My (ja i KoRnik), czyli wokaliści i dopiero od tego momentu zaczęliśmy kształtować Naszą muzykę.  Po stronie sukcesu zapisałbym Naszą EP'kę, która postała wiele pozytywnych opinii. Po stronie porażek można zapisać niektóre koncerty i niedbałe nagranie drugiego demka.

OGM: Kilka słów o Waszym najnowszym wydawnictwie. Jesteście zadowoleni z "Head Sacrifice"? Czy teraz, patrząc na końcowy efekt wprowadzilibyście jakieś poprawki?

O: Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej EP'ki, bardzo Nas natchnęła do dalszej pracy i pokazała w jakim kierunku chcemy iść. Nie widzimy potrzeby poprawiania czegokolwiek, a teraz szykujemy się na nagranie Long Play'a.

OGM: Co dalej z Sounfear? Planujecie nagrać pełny album?

O: Tak jest to naszym planem numer jeden przed końcem świata, czyt. 2012. Pracujemy pełną parą nad materiałem, żeby wszystko było dopracowane, każdy motyw był w pełni przeanalizowany i zrobiony jak najlepiej. Dodatkowo planujemy zagrać jak najwięcej koncertów, być może niedługo nowy utwór promujący zbliżające się LP, wprowadzić w obieg koszulki i przeżyć.

źródło: onlygoodmusic

07:36, brokenhope , Wywiady
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2