Oficjalny blog strony onlygoodmusic.pl. Najświeższe wiadomości ze świata muzyki. Premiery albumów, recenzje, wywiady, terminy koncertów, teledyski. Konsumujemy muzykę...
Blog > Komentarze do wpisu

Liquid Skies - "Love Kills Love"

Nagranie dobrego i wyróżniającego się debiutu nie jest łatwe. Nie ma sprawdzonej metody, czy cudownego patentu. Jest tylko ciężka praca i umiejętność wyciągania wniosków z własnych błędów. Grupa Liquid Skies wydała właśnie swój pierwszy studyjny album. Czy ich debiut zapadnie w pamięci słuchaczy? Sprawdźmy.

 
  1. Mighty Fine
  2. Time Will Tell
  3. Taste
  4. Golden Shelves
  5. This Is Your Life
  6. Sail To Better Lands
  7. See It In Your Face
  8. The Other Side Of Life

     2011



Krążek "Love Kills Love" utrzymany jest w dusznym klimacie rocka, z wyraźnymi elementami psychodelii. Zespół proponuje nam gęstą atmosferę zakręconych i nieschematycznych dźwięków z ukrytymi melodiami, które są maskowane przez połamane gitary oraz charakterystyczny wokal. Wszystko utrzymane jest w średnim, chwilami sennym tempie.

To nie jest muzyka dla wielbicieli sterylnego brzmienia i skocznych melodii. Przy pierwszym kontakcie muzyka Liquid Skies może okazać się trudna w odbiorze. Wszystko za sprawą nietuzinkowej, trochę awangardowej estetyki. Uwagę przykuje też wokal, który ma w sobie coś hipnotycznego. Głównie za sprawą kontrolowanych fałszy i przeciągania słów. Wokalista Xavier operuje specyficzną barwą, która
każdemu słuchaczowi zapadnie w pamięć. Tu pojawia się moja pierwsza wątpliwość. To taki typ wokalu, który albo się podoba albo drażni. Czy współczesny odbiorca kupi taką formę?

Zapewne nie wszyscy. Jednak Ci, którym wspomniana maniera przypadnie do gustu nie będą zawiedzeni.
Liquid Skies poszukuje i kombinuje. Brak szablonowości w konstrukcji utworów intryguje. Zespół potrafi zbliżyć się do jazzowych klimatów, właściwie tylko po to by zawrócić w głowie ścianą połamany gitar. Potrafi snuć wpadającą w ucho melodię, by za moment przepleść ją wątkiem, który spokojnie mógłby stanowić rdzeń innej kompozycji. Tkwi  w tym pewien szkopuł. Zapewne to efekt zamierzony, jednak część słuchaczy może odnieść wrażenie, że kompozycje oparte są na sporej dozie improwizacji (żeby nie użyć słowa przypadkowość).

Otwierająca album kompozycja "Mighty Fine" to wpadająca w ucho linia melodyczna najeżona kontrolowanymi fałszami wokalisty. Na szczęście, dla kontrastu pojawiają czysto zaśpiewane fragmenty, szczególnie te wyciszone, które pozwalają poznać tło kompozycji.

"Time Will Tell" wita nas egzotycznym wstępem i ciepłym wokalem, który w kolejnej fazie przechodzi w łagodniejsza formę znanych nam fałszy i przeciągań fraz. Bardzo dobrą zagrywką ze strony zespołu było wprowadzenie egzotycznej melodii, która przeplata się z dźwiękami gitary. Nadaje to całej kompozycji wręcz mistyczny klimat.

Nagrany w starym stylu "Taste" nasączony jest beatlesowskim klimatem. Przy okazji tej kompozycji warto zwrócić uwagę na piękny gitarowy motyw.

W warstwie instrumentalnej "Golden Shelves" wyczuwam dalekie echa The Cure. Mam tu na myśli głownie klimat tworzony przez gitary. To moje zupełnie subiektywne odczucie.

"This Is Your Life" hipnotyzuje niezwykłym wstępem. Zaintrygował mnie zmysłowy i wyciszony wokal. Psychodelicznie brzmiące this is your life nadaje tej kompozycji nierzeczywistą aurę.

Nastrojowy "Sail To Better Lands" wyróżniają dłuższe, instrumentalne fragmenty. Różnorakie wątki przeplatają się i budują bogate tło tego utworu. Jedynie lekko przesterowana gitara jest monolitem, który wyznacza granice muzycznych poszukiwań. 

Z pozoru pełen sprzeczności "
See It In Your Face" potrafi zirytować. Głównie za sprawą  dysonansu pomiędzy linią wokalną a świdrującą duszę sekcją rytmiczną. Pojawia się dziwne wrażenie, że poszczególne elementy kompozycji oddalają się i przybliżają ku sobie.

W ostatnim "The Other Side Of Life" zaskakują charakterystyczne, melodyjne chórki oraz ciekawe brzmienie gitary. Oszczędna faktura rytmiczna nadaje tej kompozycji lekkości i subtelności.

Takich płyt dziś się nie nagrywa (a szkoda). Pełno tu nawiązań do dobrych dla rocka lat 60. Album "Love Kills Love" jest niekomercyjny do bólu. To zarówno wada, jak i zaleta tego krążka. Awangardowa estetyka potrafi wprowadzić słuchacza w swoisty trans. Pozwala rozmarzyć się, pomyśleć. Z drugiej strony wielowątkowe, quazi jazzowe elementy potrafią irytować swoją improwizowaną przypadkowością. Ot taki urok tej płyty. Jedno jest pewne, ten debiut nie powinien przejść bez echa.

O zespole

(c) onlygoodmusic.blox.pl
wtorek, 23 sierpnia 2011, brokenhope

Uwaga nowy adres serwisu!



TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: